Parafia pw. Św. Bartłomieja Apostoła w Szczekocinach

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Główna e-Ambona Świadectwa Świadectwo narkomana

Świadectwo narkomana

Email Drukuj PDF

Korzenie mojej narkomanii sięgają głębiej aniżeli pierwsze wstrzyknięcie sobie heroiny. Moi rodzice na swój sposób kochali mnie i chcieli dla mnie jak najlepiej.

Byli zawsze zapracowani i zatroskani przede wszystkim o dobra materialne. Cierpiałem mocno z tego powodu, bo bardzo kochałem ojca. Chociaż byliśmy rodziną katolicką, to jednak Pan Bóg i sprawy duchowe były zepchnięte daleko na margines naszego życia.

Prawie nigdy wspólnie nie modliliśmy się. Szliśmy wprawdzie w niedzielę na Mszę św., ale każdy osobno. Tato jechał sam swoim samochodem, a mama swoim, a po powrocie do domu często kłócili się ze sobą.

Byliśmy bogaci i nic nam nie brakowało, jednak atmosfera w rodzinie była napięta i nerwowa. Wszystko to, z biegiem czasu sprawiło, że coraz bardziej traciłem zaufanie do moich rodziców. Natomiast szukałem oparcia w grupie starszych kolegów z ulicy, którzy mi imponowali swoim zachowaniem i sposobem bycia. Chciałem ich naśladować.

Pod ich wpływem w wieku 14 lat po raz pierwszy zapaliłem papierosa. Bardzo szybko stałem się nałogowym palaczem. Kiedy późnym wieczorem wracałem do domu, moja mama wyczuwała, że mam ubranie przesiąknięte dymem. Na pytanie czy palę, stanowczo zaprzeczałem, kłamiąc, że byłem tylko z kolegami w barze i stąd ten zapach.

Gdy miałem 15 lat przestałem słuchać moich rodziców. Chciałem być wolny i niezależny, a wolność rozumiałem jako nieograniczoną możliwość robienia wszystkiego, na co miałem ochotę. Poddałem się skrajnemu lenistwu, co sprawiło, że zacząłem przeżywać okresy zniechęcenia i wielkiej nudy. Robiłem tylko to, co mi się podobało.

Zaniedbywałem naukę, uciekałem od wysiłku i odpowiedzialności. Szukałem ciągle nowych przyjemnych wrażeń.

Starsi koledzy szybko wprowadzili mnie w świat pornografii i pierwszych doświadczeń seksualnych. Początkowo krępowałem się i miałem wyrzuty sumienia, lecz przełamywałem psychiczne opory. Za wszelką cenę chciałem zaimponować moim kolegom, oraz czuć się przez nich akceptowanym, dowartościowanym, i dlatego brnąłem w tym bagnie coraz dalej. W głębi mojego serca tęskniłem jednak za wielką miłością. Chciałem kochać i być kochanym. Odczuwałem dziwny niepokój i bolesną pustkę, która się potęgowała i była trudna do zniesienia. Szczególnie nasilało się to, po różnych seksualnych wyskokach.

Gdy miałem 16 lat przeżywałem właśnie takie okresy psychicznego dołka. Chcąc się z nich wydostać, zacząłem sięgać po alkohol i różne pigułki. Ponieważ nie przynosiło to spodziewanych rezultatów, pewnego dnia po raz pierwszy w życiu zdecydowałem się wziąć marihuanę. Przeżyłem chwilową ulgę, odprężenie. Doświadczyłem co to znaczy być na „high'u”, ale kiedy „high” minął, rzeczywistość okazała się jeszcze boleśniejsza. Rodziło się więc pragnienie, żeby ponownie zażyć i przeżyć kolejny psychiczny odlot.

Z czasem marihuana stała się za słaba i już mi nie wystarczała, zacząłem więc brać heroinę. Nie uważałem siebie wtedy za narkomana. Sądziłem, że to jest nie możliwe, żebym kiedykolwiek mógł się nim stać. Uważałem się za lepszego, inteligentniejszego od innych, oraz że byłem w stanie w każdej chwili zaprzestać brania narkotyków.

Jednak w miarę upływu czasu, gdy coraz częściej wstrzykiwałem sobie heroinę, zacząłem się niepokoić. Zapotrzebowanie na narkotyk rosło we mnie w zastraszającym tempie. Doszło do tego, że heroina stała się moim największym, codziennym pragnieniem, a jej kupno i wstrzyknięcie najważniejszą czynnością dnia. Suma jaką potrzebowałem na jej zakup dochodziła do około 500 dolarów dziennie. Znalazłem się na samym dnie uzależnienia. Aby zaspokoić narkotykowy głód byłem skłonny uczynić wszystko. Straciłem wszelką ludzką godność, nie miałem woli i siły do niczego, kradłem, kłamałem, wyłudzałem pieniądze, rozprowadzałem narkotyki, wynosiłem z domu, co się dało, byle tylko zdobyć konieczną sumę pieniędzy na kolejną dawkę heroiny.

W ciągu 6 lat narkotyzowania doprowadziłem siebie do takiego stanu wyniszczenia, że ważyłem już tylko 50 kg. Moi rodzice byli zdesperowani. Kilkakrotnie, pod przymusem, odsyłali mnie do szpitala na odtrucie organizmu i terapię. Jednak po powrocie do domu, w krótkim czasie na nowo wpadałem w ciąg narkotykowy, bo narkomania jest przede wszystkim chorobą ducha i bez przyjęcia miłości Jezusa nie może być pełnego uzdrowienia.

Dzisiaj, dziękuję Bogu za to, że rodzice spotkali s. Elwirę i posłuchali jej rady, aby powiedzieć mi, że wyrzucą mnie z domu, jeżeli nie zgodzę się na pobyt we wspólnocie „Cenacolo” w Medjugorje. Na dodatek pojawiło się widmo śmierci z przedawkowania. Chociaż przerażała mnie ta myśl, to jednak nie miałem zamiaru rezygnować z heroiny. Kiedy rodzice oznajmili mi swoją decyzję, wtedy bardzo się wystraszyłem. Widziałem, że mam do wyboru: życie na ulicy lub pobyt we wspólnocie w Medjugorje. Postawiony w takiej sytuacji, musiałem się zgodzić.

Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy po raz pierwszy przyjechałem, aby zobaczyć jak wygląda życie we wspólnocie „Cenacolo”. Wysiadłem z samochodu z papierosem w ustach, a jeden z chłopaków z oddali krzyknął do mnie:

- Tu nie można palić.

Pomyślałem sobie wtedy, że ja do takiej wspólnoty się nie nadaję. Wróciłem więc do samochodu, w którym siedziała moja siostra. W międzyczasie chłopak ten podbiegł do mnie i zaczął życzliwie rozmawiać. Położył swoją rękę na moim ramieniu i poprowadził w głąb pomieszczeń. Przechodząc zobaczyłem ciężko pracujących chłopaków, z których emanowała radość i niespotykany entuzjazm. Wielu z nich pracując, śpiewało.

Wydawało mi się to bardzo dziwne, że tacy jak ja, narkomani, tryskają tak wielką radością życia. Widząc to wszystko, zrodziło się we mnie pragnienie, aby całkowicie zmienić swoje życie.

Niestety, po powrocie do domu, nie wytrzymałem i znowu sięgnąłem po heroinę. Musiały upłynąć trzy miesiące, zanim mogłem tu ponownie wrócić i zamieszkać na stale.

Kiedy wreszcie przyjechałem z zamiarem pozostania, chłopcy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Zaczął się mną opiekować tak zwany „anioł stróż”. Zabrali mnie ze sobą na modlitwę różańcową w kaplicy. Widok modlących się na klęcząco narkomanów był dla mnie prawdziwym szokiem. Nie rozumiałem, co to wszystko znaczy. W trakcie odmawiania kolejnych „Zdrowaś Maryjo” zaczęły się rodzić we mnie wątpliwości: po co ja tu w ogóle przyjechałem? Ja nie chcę mieć z tymi świętoszkami nic wspólnego.

Chciałem natychmiast wyjechać. Jednak mój „anioł stróż” cały czas był przy mnie. Kiedy szliśmy spać, był ze mną, kiedy wychodziłem do toalety, nie odstępował mnie na krok. Kiedy pracowałem, był przy mnie. Kiedy nocą przeżywałem straszne bóle głodu narkotykowego, on mi bez przerwy towarzyszył. Takie jest zadanie „anioła stróża”. Jestem pewien, że gdyby nie jego obecność i poświęcenie, to natychmiast uciekłbym stamtąd.

Dzisiaj dziękuję Bogu, że dał mi takiego opiekuna.

Wspólnota „Cenacolo” przygarnęła mnie z prawdziwą matczyną troskliwością. W ten sposób doświadczyłem niezwykłej dobroci i zatroskania Boga o mnie. W miarę upływu czasu „anioł stróż” już nie towarzyszył mi z taką skrupulatnością, jak na początku.

Coraz bardziej rosło do mnie zaufanie i powoli zaczęto powierzać mi różne zadania, obowiązki, a po kilku miesiącach sam musiałem zostać „aniołem stróżem” dla kogoś, który, podobnie jak ja wcześniej, przeżywa narkotykowy głód, nie może w nocy spać, ciągle mówi o narkotykach, chce uciekać, a ja muszę cały czas przy nim być, pilnować, przekonywać.

Okres ciągłego pilnowania trwa zwykle od 15 dni do dwóch miesięcy. Każdy przypadek jest inny. Kiedy narkoman zacznie normalnie spać, chętnie pracować i modlić się, jest to znak, że najtrudniejszy okres się kończy. Wreszcie przychodzi taki dzień, kiedy patrząc ci prosto w oczy, mówi:

- Dziękuję, żeś mnie przez cały ten czas pilnował i byłeś przy mnie, bo sam nie dałbym rady a, dzięki tobie, jestem tutaj i uwolniłem się z piekła narkotyków.

Właśnie ta wdzięczność jest największą zapłatą za cały trud bycia „aniołem stróżem”.

Myślę, że największym dobrodziejstwem bycia w naszej wspólnocie, jest szkoła życia, której najważniejszym celem jest pomoc narkomanom, aby przez modlitwę, doświadczyli radości spotkania z żyjącym Jezusem.

Wspólnota nasza spełnia niezastąpioną rolę, polega ona na tym, że od samego początku całkowicie akceptuje przychodzącego narkomana i przygarnia go, takim jaki jest. Nikt ci się nie pyta, ile masz pieniędzy, czy jesteś biały lub czarny, jakie masz wykształcenie. Patrzą tylko z miłością w twoje oczy i akceptują cię, takiego, jaki jesteś. Od samego początku musisz jednak całkowicie podporządkować się panującemu tam regulaminowi. Nie ma radia i telewizji, nie można w ogóle palić i pić żadnych napojów alkoholowych. Cały dzień wypełniony jest modlitwą i ciężką fizyczną pracą. Nikt z przebywających tutaj nie płaci za swój pobyt, bo żyjemy całkowicie ufając Bożej Opatrzności. Wspólnota akceptuje, stymuluje i uczy kochać. Nikt z narkomanów, którzy tutaj przychodzą, na samym początku nie twierdzi, że wierzy w Boga. Również wspólnota od nich tego nie żąda. Uczy tylko modlić się.

S. Elwira nakazuje modlić się i to na kolanach. Mówi:

- Najpierw módl się, a wiara przyjdzie później. Nie musisz wierzyć, ja będę wierzyć za ciebie, ale ty musisz się modlić.

S. Elwira nie pyta się, czy kochasz, ale przez modlitwę uczy cię być blisko Jezusa.

Bo ona wie, że jedyną skuteczną terapią dla narkomanów jest tylko Jego miłość.

Przez trud codziennej, wytrwałej modlitwy i ciężkiej pracy otwieramy się na przyjęcie Jezusowej miłości, która daje nam niezwykłą radość i wyzwala z wszelkich uzależnień. Dla lekarzy i terapeutów leczących narkomanów, wspólnoty „Cenacolo” są niewytłumaczalnym fenomenem. Jedynym sposobem leczenia jest tutaj tylko modlitwa i praca, bez pomocy lekarstw i specjalistów. Wyniki są rewelacyjne, prawie 100% uzdrowionych. Wynika z nich, że jedyną w pełni skuteczną terapią dla narkomanów jest miłość Jezusa.

Po 6 latach pobytu w tej wspólnocie mogę powiedzieć, że Jezus wyzwolił mnie z piekła narkotyków, dokonał cudu wskrzeszenia mnie do nowego życia zarówno na płaszczyźnie fizycznej jak i duchowej.

Nigdy nie przestanę dziękować Bogu za Jego niepojętą miłość, za to, że mnie stworzył, podniósł z samego dna zniewolenia stawiając s. Elwirę na drodze mojego życia.


Marco


Zmieniony: piątek, 07 sierpnia 2009 20:50  

Krótka modlitwa

Pochwalony bądź, Panie, przez brata naszego, ogień, którym oświecasz noc, a on jest piękny i radosny, i silny, i mocny. Pochwalony bądź, Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię, która nas żywi i chowa, i rodzi różne owoce z barwnymi kwiaty i zioły. Pochwalony bądź, Panie, przez tych, co przebaczają dla miłości Twojej i znoszą słabość i utrapienie.

Statystyki serwisu

Odwiedzin ogółem:
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj:358
mod_vvisit_counterWczoraj:560
mod_vvisit_counterTen tydzień:3302
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień:4273
mod_vvisit_counterTen miesiąc:11195
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc:22194

Gości on-line: 13
Twoje IP: 54.225.57.89
,
Dziś jest: 18 Lis 2017

Nasz sponsor

Serwis naszej parafii działa na serwerach firmy Online
onlinesc.net


Główna e-Ambona Świadectwa Świadectwo narkomana